poniedziałek, 3 października 2011

Poznańskie spacery

Tego lata, przy okazji wyjazdów fotograficzno-służbowych, wielokrotnie zahaczaliśmy o Poznań. Gdy tylko starczało nam sił i czasu, wybieraliśmy się na spacer na miasto z aparatami, tym bardziej, że Poznania praktycznie nie znamy. Zapewne liznęliśmy zaledwie ułamek tego co warto zobaczyć w tym mieście. Może kiedyś nam się uda wgryźć w niego głębiej...
AK i RR

W Starym Browarze.


Przyłapana :)







Niebezpieczna prędkość...


Postraszyło burzą.






Gdzieś w parku.

Światy równoległe.

środa, 24 sierpnia 2011

Projekt Solarigrafia ciągle żywy

Parę miesięcy temu wspominałam o niezwykłym projekcie solarigraficznym, który trwał cały rok 2010. W jego efekcie powstał niepowtarzalny kalendarz... Każdy miesiąc został zilustrowany zdjęciem powstałym techniką solarigrafii, które wykonałam w odpowiadającym mu czasie. Tym sposobem na karcie styczniowej mamy zdjęcie naświetlane przez cały miesiąc styczeń, na karcie lutowej jest zdjęcie z lutego i tak kolejno przez cały rok. Na okładce znalazło się zdjęcie naświetlane aż przez pół roku. Na wszystkich zdjęciach kadr jest praktycznie taki sam, zmienia się jedynie wysokość słońca. To było w roku ubiegłym. Tymczasem projektu nie zarzuciłam, tym razem naświetlam dwa różne kadry, by było większe urozmaicenie. Zmieniłam też papier, dzięki czemu otrzymuję zupełnie inne kolory. W tamtym roku używałam papieru fomy C312, w tym roku przerzuciłam się na kodaka polymaxa. Efekty są zupełnie inne, a im więcej wilgoci, tym bardziej kolorowo. Poniżej daję zdjęcie, które było naświetlane prawie pół roku od stycznia do czerwca. Kto wie... może znajdzie się na okładce kolejnego kalendarza? Wszystkich zainteresowanych techniką solarigrafii zapraszam na portal poświęcony tej tematyce: Solarigrafia.pl.
AK


czwartek, 11 sierpnia 2011

Pocztówki z Wrocławia

W marcu trafiło mi się kilka dni urlopu i wybrałam się do Wrocławia odwiedzić moją najlepszą przyjaciółkę. Przy okazji pospacerowałyśmy po tym pięknym mieście, do którego mam olbrzymi sentyment.... Poniżej prezentuję trochę  "pocztówkowych" zdjęć, przy czym starałam się złapać to miasto nieco inaczej. Czy to się udało? Zobaczcie sami.
AK









czwartek, 21 lipca 2011

Migawki rodzinne

W fotografii często zapominamy o tym, co najistotniejsze i najbliższe. O tym, co dzieje się blisko tuż obok nas. Pędzimy za niezwykłymi krajobrazami, wymyślną architekturą. Kombinujemy jak skomponować niebanalny kadr. A fotografia ta zwykła, codzienna - do albumu - schodzi na dalszy plan. Przeglądamy tysiące plików cyfrowych zdjęć i nie ma na nich osób nam najbliższych. Po latach żadne zdjęcie z szuflady nie wzbudza tyle emocji ile portrety rodzinne. Wraz z nimi budzą się wspomnienia wspólnie przeżytych chwil. Wracają na moment dawne troski i radości. Patrzymy też na siebie - kim byliśmy? I stawiamy pytania - kim jesteśmy teraz? Czy jesteśmy w tym miejscu gdzie chcieliśmy być? Czy zmieniły się nasze marzenia?
AK
















"Czas to gra. Zdążę - niezdążę. 20 minut - 50 minut. Spóźnię się. Za dużo czasu mi zostało. Za mało. Sekundy lecą, ułamki...

Skrawki, chwile ulotne i niezapomniane. Niechciane puste plamy. Lata lecą. Dzieciństwo, młodość się kończą. Nie chcemy wciąż dorastać, a czas gna. Popędza nas, prędzej i prędzej. Jeszcze jeden taniec. O minutę snu za dużo - za mało. Tak... szkoda, tyle jeszcze by się chciało, a tu już włos na głowie siwy. Reumatyzm stawy wykręca bezlitośnie. Jeszcze tyle rzeczy do zrobienia, jeszcze tyle..."
  
Lublin, Kwiecień 2006
AK

czwartek, 14 lipca 2011

Niecodzienne spotkanie – czyli „Piktogramy w Pszenżycie” w betonowej scenerii

W niedzielne przedpołudnie wybrałem się do Szczecina na mały plener fotokolejowy.  Tak się złożyło, że całkowicie przypadkowo przeistoczył się w mini muzyczną sesję zdjęciową, której bohaterami było trzech zaprzyjaźnionych ze sobą instrumentalistów tworzących projekt „Piktogramy w Pszenżycie”. Kilka słów o mojej wyprawie napisałem na Koło Kolei.

Tutaj chcę napisać nieco więcej o tym sympatycznym trio. Ponieważ lubią oni muzykę i wycieczki, jakiś czas temu wpadli na pomysł aby je ze sobą połączyć.  Stąd też roboczo swoją muzykę nazywają „wycieczkową”. Jak sami wspomnieli -  wiosną tego roku zaczęli grać w plenerze, w różnych spontanicznie wybieranych i nieraz dziwacznych miejscach. Ich granie jest próbą dotarcia z muzyką do miejsc, w które dotąd ona nie dotarła. Jest też próbą wniknięcia dźwięków w przestrzenie i zintegrowanie się z nimi. Swojej muzyki nie przypisują do jakiegokolwiek gatunku, to improwizacja, której brzmienie zależne jest od miejsca. Mówią, że inaczej gra się w industrialnej przestrzeni mostów a inaczej na brzegu jeziora , czy wśród łanów zbóż.

Co ciekawe, nie gonią za sławą ani za pieniędzmi, które mogłyby płynąć z tego co robią. O swoim muzykowaniu mówią też, że jest zwykłym „plumkaniem” dla czystej przyjemności grania. Nie znam się aż tak dobrze na muzyce lecz z czystym sumieniem mogę stwierdzić, że to „plumkanie” jest bardzo melodyjne i przyjemne dla ucha. Spędziłem ponad dwie godziny kręcąc się przy Nich i robiąc im zdjęcia. Ten czas zleciał nie wiadomo kiedy.

W skład projektu wchodzą:
Grzesiek – perkusja
Janek Shelter – gitara basowa, kontrabas, termos i różne gadżety
Senior Czojomedina – gitara, laptop

Mam cichą nadzieję, że trafią się następne okazje do spotkań z Nimi , aby  posłuchać ich spontanicznego grania :)
RR