Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą film. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 maja 2012

O plastyce obrazu

Kiedy mnie pytają - dlaczego robię zdjęcia analogiem, gdy mam aparat cyfrowy - zawsze odpowiadam, że urzeka mnie plastyka obrazu zdjęć zrobionych na filmie. Dla tej plastyki często rezygnuję z wygody, jaką daje używanie lustrzanki cyfrowej. Nie udało mi się znaleźć jednoznacznej definicji, czym właściwie jest "plastyka obrazu" w fotografii. Myślę, że w dużej mierze jest to subiektywne odczucie pojawiające się przy oglądaniu konkretnego zdjęcia. Dla jednej osoby dane zdjęcie może być bardzo plastyczne, dla drugiej nie. Wydaje mi się, że na plastykę może mieć wpływ pewna grupa czynników tj. właściwości konkretnego obiektywu, matryca w aparacie, zastosowany film, ziarno lub jego brak, użyta głębia ostrości, oświetlenie fotografowanej sceny/tematu. Ale najważniejsze dla mnie są umiejętności fotografa, który odpowiednio wykorzysta posiadane narzędzia, a przede wszystkim zdolność patrzenia. Tym samym aparatem, w tych samych warunkach jeden zrobi cudne zdjęcie, drugi polegnie zupełnie... Poniżej prezentuję parami zdjęcia o podobnym temacie, ale wykonane innym narzędziem. Zdjęcia kolorowe zrobiłam lustrzanką cyfrową Pentax k-5, natomiast czarno-białe prostym boxem Coronet Twelve 20, na filmie Ilford hp5+.
AK









piątek, 15 kwietnia 2011

Budzenie Czarnego Łabędzia


Idąc na film "Czarny łabędź" Darrena Aronofsky'ego spodziewałam się kolejnego ckliwego melodramatu o tym jaki ciężki jest los baletnicy i ile wyrzeczeń kosztuje zrobienie kariery w tym zawodzie. Coś niecoś o filmie czytałam, za bardzo w treść się nie wgłębiałam, grali w OKF-ie, to poszłam, bo czemu by nie.  Mentalnie nie byłam na ten film przygotowana i dostałam obuchem po łbie. Momentami film był wręcz straszny, a nawet wstrętny. Scena, jak krew leje się po palcu i bohaterka zdziera sobie z niego skórę przyprawiła mnie o dreszcz obrzydzenia. Z drugiej strony tematyka uderzyła w moje czułe struny. Nieustanne dążenie do doskonałości, do robienia czegoś naprawdę dobrze, a także uzyskania aprobaty otoczenia nie są mi wcale obce. Wygórowane ambicje doprowadzają na granicę obłędu. Chwilami nie wiadomo, czy coś się dzieje naprawdę, czy tylko w przemęczonej głowie. Próby rozsądnej oceny sytuacji praktycznie zawodzą... Przeciwstawione są też skrajne postawy - białego i czarnego łabędzia. Biała łabędzica to postać delikatna i krucha, pełna wdzięku, ale też bardzo słaba, krytyczna i skrajnie samokontrolująca się. Czarny ptak znów jest pełen energii, wigoru, jest bardzo wyluzowany i bez zahamowań, ale ma w sobie pierwiastek zła. Czy mając w sobie cechy białego łabędzia można obudzić w sobie czarnego? Bohaterkę filmu kosztowało to bardzo wiele, po drodze coś zyskała, ale z drugiej strony bardzo wiele straciła. Czy stała się przez to bardziej sobą? Osobą bardziej prawdziwą? Czy to tylko nakładanie kolejnej maski na tą dotychczas posiadaną? Czy gra faktycznie warta jest świeczki? Czy budzić w sobie czarnego łabędzia? Może lepszy jest błogi sen...
AK, fot.RR